Nareszcie … Ożyła knajpa znana zwłaszcza rodowitym Suszaną „Pod Strzechą”. Lokalizacja jest szczególna . Jeśli ktoś nie zna, nie słyszał, nie dowiedział się, nie został zaprowadzony to ciężko tam trafić. To już prawie peryferie miasta, za dworcem PKP w stronę Stryszawy. A na dodatek trzeba skręcić w jedną z licznych, bocznych uliczek.. Wejście jest obite blachą, żeby tłumić hałas. Tak, że z zewnątrz wygląda to nieciekawie. I… może dobrze za dużo nieproszonych gości się tam nie przyplącze. Bo w środku klimacik jak za starych dobrych czasów. Dwie salki jedna z barem, druga większa bez. Dominuje drewno , nowy właściciel powiększył pierwszą salę , dodał trochę nowych gadżetów (typu zdjęcia, obrazy), wyremontował ubikacje. I wystarczyło . Muzyka klimatyczna typu stare, dobre, klasyczne i nie…. Sami wiecie o co chodzi. I rozmawia się wspaniale, w zasadzie wystarczy tylko wspominać i wieczór z głowy, a piwo leje się strumieniami. A naokoło mnóstwo znajomych twarzy. Mi to pasuje więc DO ZOBACZENIA.